
To tak w wielkim skrócie - nie chcę odbierać Wam przyjemności czytania ;) Otóż ja zakochałam się w tej książce, bo:
1. Mimo tego, że ma ponad 400 stron, to bardzo szybko się ją czyta.
2. Wycisnęła ze mnie łzy, a o to u mnie trudno ;)
3. Bohaterka i jej przyjaciółki mają bardzo fajne poczucie humoru, riposty i dowcipy wywoływały więcej niż tylko mały uśmieszek na mojej twarzy.
4. Książka skłania do refleksji.
5. Bardzo wciąga, bo chcemy wiedzieć, co znajduje się w kolejnych kopertach i jak bohaterka sobie z tym poradzi.
Polecam wszystkim na zimowe wieczory ;) Oglądałyście film? Ja po przeczytaniu książki go widziałam i byłam bardzo rozczarowana, mało co się zgadza z tym, co było w książce. Twórcy zaczerpnęli chyba tylko pomysł listów zmarłego męża, bo cała reszta jest inna.

Również uwielbiam tą książkę! :)
OdpowiedzUsuńja chcę przeczytać tą książkę.
OdpowiedzUsuńA mnie nie poruszyła
OdpowiedzUsuńwidziałam film, książki jeszcze nie czytałam
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu, bo widziałam tylko film, ale już po tytule postu od razu pomyślałam o tej książce:)
OdpowiedzUsuńJa lubię książkę Nie odchodź Julio i Zanim umrę!
OdpowiedzUsuńpłakałam i przy książce i przy filmie...;) i podobają mi się obie wersje choć róznią się od siebie.
OdpowiedzUsuńJakos sie nie moge przekonac do tej ksiazki, mimo, ze jest polecana w sieci. Moze to przez tytul, ktory sugeruje romansidlo?
OdpowiedzUsuńu mnie było w odwrotnej kolejności - najpierw obejrzałam film, który mnie do bólu rozczulił - później przeczytałam książkę którą potraktowałam jako odrębną historię w stosunku do filmu i w rezultacie jedno i drugie mnie zalewa łzami ;)
OdpowiedzUsuńUdało mi się wczoraj wypożyczyc tę książkę, ale do czytania zabiorę się, gdy skończę "Cukiernię pod Amorem".
OdpowiedzUsuńmam, ale jeszcze nie czytałam :) nie przebrnęłam przez film i chyba to mnie zniechęciło... może się za nią zabiorę w czasie świąt.
OdpowiedzUsuń