Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Fifti szejds of Grej ;p

         O tej książce mało kto nie słyszał. Nie ukrywam, że jej tematyka nawet mnie zaciekawiła, ale do zakupu zachęcił mnie fakt, że gdzieś słyszałam, że Ryan Gosling ma zagrać w ekranizacji, a po roli w filmie Drive kocham go bezgranicznie i zdecydowałam zapoznać się z książką ;p Z tego co wiem, to troszkę się pośpieszyłam z tym, bo obsada jeszcze nie jest wybrana, a o rolę Christiana Grey'a rywalizuje kilku aktorów.
       Anastasia Stelee lada chwila kończy studia, jest spokojną, dobrze ułożoną dziewczyną, jak się później jeszcze okaże, także dziewicą (polskim gimnazjalistkom będzie to trudno ogarnąć:D:D heheh). Zupełnie przypadkiem poznaje milionera, właściciela potężnej firmy Christiana Greya. Coś się między nimi zaczyna dziać i okazuje się, że Pan Grey jest fanem zabaw sado-maso, oraz nie jest zainteresowany typowym dla reszty świata związkiem. Ponieważ jest młody, superprzystojny i totalnie niezależny od nikogo, Anastasia zakochuje się w nim i godzi na wszystko. Reszty opowiadać nie będę, ale kończy się to mało wesoło dla nich obojga - musi tak być, bo jest to pierwsza część trylogii i coś musi zachęcić czytelniczki, aby zakupiły pozostałe dwa tomy ;p
         Niestety muszę powiedzieć, że ja się nie dam złapać na ten chwyt marketingowy, ponieważ książka kompletnie nie przypadła mi do gustu. Sado-maso scen było właściwie jak na lekarstwo, więc nie wiem, czym się tak cały świat podnieca, a do tego język autorki pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mnóstwo wyrazów bardzo często się powtarza, co daje wrażenie, jakby autorka miała bardzo mały zasób wyrazów. A wsadzanie w usta głównej bohaterce okrzyku "O Święty Barnabo!" co chwilę już mnie totalnie rozwaliło. Jeszcze wspomnę, że właśnie Anastasia Steele jest narratorką w tej historii i dzieli się z nami wszystkimi myślami i odczuciami jej towarzyszącymi. Dodatkowo Anastasia bardzo lubi nam mówić co robi jej "wewnętrzna boginii", kiedy na przykład Christian powie jej komplement. Generalnie motyw wewnętrznej boginii przewijał się bardzo często przez książkę i już po 10-tym razie zbierało mi się na bełta ;p
         Cała historia oraz postacie występujące to jakaś totalna bajka. Christian Grey jest ideałem mężczyzny, nawet jest taki fantastyczny, że wyciągnął Anastasii zakrwawiony tampon, bo bardzo chciał ją przelecieć w łazience kiedy miała okres... Miodzio. Myślę też, że zaprzedał dusze diabłu, bo bzykać to on się może co sekundę, oczywiście za każdym razem doprowadzając Anę do orgazmu. A własnie! Orgazmy swoje Ana opisuje jako "rozpadanie się na milion kawałków" - chyba tylko takie określenie zna autorka, bo pojawia się prawie przy każdym opisie seksu...
         Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie w głównej bohaterce bardzo irytowała (generalnie tą laskę, bym trzepnęła w łeb mocno, żeby się ogarnęła) a mianowicie ona prawie w ogóle nie jadła! Christian ciągle jej mówił, żeby coś tam zjadła i się poczęstowała, chociaż owoc czy coś, a ona ciągle nie, nie jest głodna itp. I strasznie się na to wkurzała. Ta książka zebrała mnóstwo krytycznych uwag, ale o sprawy jedzeniowe, chyba tylko ja się czepiłam ;p
         Podsumowując moją masakrująca opinię, Pięćdziesiąt Twarzy Greya to jedna z gorszych książek, które kiedykolwiek czytałam. Ubogie słownictwo przeplata się tutaj z nijaką główną bohaterką, której potok myśli jest irytujący dla każdego.

Zdjęcie okładki ze strony:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/146615/piecdziesiat-twarzy-greya

piątek, 29 czerwca 2012

Pani Bovary

Kolejna porcja klasyki za mną. Wzmianki o Pani Bovary Gustava Flauberta pojawiały się w tak wielu innych książkach, że doskonale wiedziałam co mnie czeka podczas lektury oraz jakie będzie jej zakończenie.  Mimo wszystko nie zniechęciło mnie to do sięgnięcia po właśnie tę książkę. 

www.empik.com
Emma Bovary to postać, która z jednej strony jest irytująco infantylna w swoich zachowaniach, z drugiej zaś to po prostu kobieta wielce nieszczęśliwa. Wychowana na mrzonkach wielkiej miłości, pośród ówczesnych zepsutych książek nabrała mylnego wyobrażenia o swoim życiu. Chciała zaczerpnąć idealnej miłości, jednocześnie posiadając u boku męża, którego nienawidziła. Łatwo się domyślić, że w tym momencie musiał pojawić się kochanek. I to nie jeden. Kochankowie pociągnęli za sobą kłopoty, dokładając do tego trudną sytuację finansową Emmy jej położenie było bardzo skomplikowane. Choć właściwie sama sobie była winna i można by na niej wieszać psy jako na niegospodarnej i niemoralnej pani domu, która doprowadziła do jego upadku to nie można zapomnieć o tym, że przede wszystkim była to kobieta wielce nieszczęśliwa. W dużej mierze sama ściągnęła na siebie to nieszczęście, jednak kierowały nią wręcz banalnie proste motywy, po prostu chciała być kochana i jednocześnie zakochana. 

Cieszę się, że przeczytałam tę pozycję, choć nie uważam jej za wybitne dzieło. Fakt, że doskonale znałam ją już przez jej przeczytaniem również odebrał mi sporo uroku z lektury. Wydaje mi się, że Pani Bovary jest postacią, z którą przez lata identyfikowały się nieszczęśliwie zakochane panie.



niedziela, 3 czerwca 2012

Emma

Jane Austen jest chyba najczęściej przewijającą się autorką na tym blogu :) Brakuje mi jeszcze tylko dwóch pozycji, aby przeczytać jej wszystkie książki, Anula też ma za sobą sporą część jej twórczości. Dzisiaj napiszę kilka słów na temat Emmy, książki do której mam dość ambiwalentny stosunek. 

www.merlin.pl
Z jednej strony w książce znajdziemy to, za co pokochałam prozę Jane Austen: piękne opisy życia klas wyższych z XIX wieku, nieskomplikowane fabuły, które stają się tłem do ukazania konwenansów panujących w ówczesnym świecie. W  skrócie to przyjemne książki, które nie wymagają zbyt wiele od czytelnika, jednak są ciekawym źródłem informacji o tamtych czasach. 

W przypadku Emmy, cała przyjemność kończy się wraz z poznaniem głównej bohaterki, rozpieszczonej do granic możliwości Emmy oraz jej ojca, hipochondryka. Obie postaci są niesamowicie irytujące, egocentryzm Emmy przejawia się w każdym jej ruchu. Dodatkowo ciągle był pielęgnowany przez jej otoczenie, które z uporem maniaka wmawiało jej, że jest jedyna i wyjątkowa. Ciągle powtarzające się obawy ojca przed wyjściem z domu, bo można się od tego rozchorować również stawały się na dłuższą metę wielce nużące.

Gdy w powieści irytuje nas jedna postać, która dodatkowo przewija się gdzieś na drugim czy trzecim planie, to nie dzieje się nic złego. Gorzej, gdy tak jak w przypadku Emmy męczące jest towarzystwo dwóch głównych bohaterów. W moim odczuciu odbiera to wiele przyjemności z lektury. Sama fabuła jak najbardziej przypadła mi do gustu, jednak wyżej wymienione postacie znacząco utrudniały mi pełne cieszenie się książką. Nie polecam zaczynania przygody z Jane Austen od tej książki, lepiej postawić Dumę i uprzedzenie ;)

poniedziałek, 28 maja 2012

Dama Kameliowa

Ostatnio z braku czasu, zmęczenia oraz zwyczajnego lenistwa coraz chętniej sięgam po audiobooki. Kiedyś nie potrafiłam się na nich skupić, myśli zbyt łatwo uciekały mi od powieści, aż w końcu gubiłam wątek. Z wiekiem chyba zyskałam większą zdolność koncentracji ;) Dzięki temu mogę sobie pozwolić na spędzenie kilkunastu godzin na słuchaniu powieści (oczywiście nie na raz ;)). Dziś podczas śniadania usłyszałam ostatnie wersy Damy Kameliowej Aleksandra Dumasa i chciałabym się podzielić z Wami moimi wrażeniami z lektury.

www.merlin.pl
Autorem książki jest Aleksander Dumas syn- nie mylić z ojcem, autorem słynnych Trzech Muszkieterów czy Hrabiego Monte Christo. Jak można wyczytać w różnych źródłach historia ta oparta jest na autentycznym romansie między autorem książki a pewną paryską prostytutką. 

Sama historia jest po prostu piękną opowieścią o miłości, która połączyła pewnego młodzieńca oraz paryską kurtyzanę (tak, właśnie to określenie jest wykorzystane w książce). Miłość ta pozornie skazana jest na niepowodzenie, na które składa się wiele czynników: różnice klasowe, nieporównywalna zasobność portfeli, opinia społeczna. 

Całkowita odmienność realiów opisanych w książce od tego co możemy obserwować na co dzień sprawia, że nie sposób się od niej oderwać. Przyznam, że lubię, gdy autor nakreśla mi to jak wygląda otoczenie, jednak w wypadku tej książki opisy sprawiały, że wręcz czułam jakie perfumy ma na sobie Małgorzata, główna bohaterka powieści. Choć sama powieść niesie za sobą prawdy oczywiste i nie odkryła przede mną niczego nowego na temat natury człowieka to i tak ostatni list Małgorzaty, wyjaśniający właściwie całą zagadkę powieści sprawił, że zwilgotniały mi oczy. Jak to często bywa w przypadku klasyki- nie znajdziemy tu nic odkrywczego, ale sama jej lektura jest nie lada przyjemnością.  

wtorek, 1 maja 2012

Wichrowe wzgórza

Tak jak pisałam w ostatniej mojej recenzji, na fali zachwytu nad Jane Eyre sięgnęłam po książkę, która wyszła spod pióra siostry jej autorki, Wichrowe Wzgórza Emily Bronte. Właściwie to trailer filmu na podstawie tejże powieści zachęcił mnie do sięgnięcia po książki sióstr. Zarówno w przypadku pierwszej jak i drugiej nie zawiodłam się. Jedynie mam ochotę zapytać się osoby, która w książce wydanej w ramach serii Biblioteki Narodowej, co miała na myśli umieszczając na pierwszej stronie, zaraz obok początkowych wersów pierwszego rozdziału  drzewo genealogiczne mieszkańców Wichrowych Wzgórz oraz Drozdowgo Gniazda, serwując mi tym samym spoilera wszech czasów. 

www.empik.com
Myślę, że Ci, których zniechęciła proza Jane Austen, ale mimo wszystko dalej lubujący się w wiktoriańskich klimatach odnajdą tu coś dla siebie. Z pozoru zwyczajna historia dwóch rodów, które mieszają w sąsiadujących dworkach od pierwszych stron ma w sobie coś niepospolitego. I nie chodzi tu bynajmniej o przeplatające się dwa skrajne uczucie, miłość i nienawiść, ale raczej o pewną dozę magii, która choć nie pojawia się wprost, to trudno pominąć jej obecność. 

Poznajemy to historię aż 3 pokoleń, na których losy cień rzuca namiętność, jaka połączyła dwójkę najbardziej egoistycznych w całej powieści bohaterów. Postacie, które początkowo wydają się być tymi, które darzy się ciepłymi uczuciami potrafią stracić całą naszą sympatię w kilka sekund, podobnie jak bohaterowie spod czarnej gwiazdy nie zawsze okazją się być tacy jak ich postrzegamy. 

Choć określenie tej książki jako romans nasuwa się od razu, nie szufladkowałabym jej od razu w tej kategorii. Dla mnie to genialne studium postaci, które ma w sobie elementy powieści psychologicznej czyli tego, co lubię najbardziej. Z pewnością będę do tej książki wracać, podobnie jak Jane Eyre mocno utkwiła mi w pamięci i często wracają do mnie poszczególne jej wątki. 

czwartek, 19 kwietnia 2012

Dziwne losy Jane Eyre

Po Jane Eyre autorstwa pani Charlotte Bronte  miałam ochotę sięgnąć już od dawna. Wielokrotnie wspominałam, że lubię angielskie powieści utrzymane w wiktoriańskim stylu (wystarczy spojrzeć na to, jak często pojawia się tutaj Jane Austen ;)). Książkę możecie odnaleźć również pod tytułem Dziwne losy Jane Eyre, jest to tylko kwestia tego, na które wydanie traficie. 

www.alejka.pl
Książka składa się z trzech tomów, które bogato opisują historię Jane. Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, która nie miała łatwego startu. Sierota, poniżana przez krewnych, którzy poniekąd zostali zmuszeni do przejęcia pieczy nad nią, praktycznie od razu wzbudza w czytelniku współczucie. To jak niesamowicie niesprawiedliwie obchodzi się z nią życie dosłownie kuje w serce te bardziej wrażliwe czytelniczki. Z domu, w którym jest całkowicie pozbawiona miłości, która jest przecież tak potrzebna dorastającej dziewczynce, zostaje oddelegowana do szkoły katolickiej o bardzo ostrym rygorze, aż chce się powiedzieć, że trafiła z deszczu pod rynnę.

Jak łatwo się domyślić, fortuna kołem się toczy i dzięki swojej ciężkiej pracy Jane wypracowuje sobie pewną pozycję, z dziewczynki przemienia się w kobietę i dosięgają ją problemy typowe dla tego okresu w życiu. Pojawia się mężczyzna, nawet dwóch, jednak co dla mnie jest niesamowite biorąc pod uwagę czasy, w których książka została wydana, Jane chce być przede wszystkim niezależna. Tak, tak, w tej książce znajdziemy wiele feministycznych przesłanek, choć nigdy nie określiłabym jej mianem manifestu ;) 

Jane początkowo wzbudziła moje współczucie, które z każdą stroną przemieniało się w sympatię. Choć nie zgadzam się z jej wszystkimi wyborami czy motywacjami to i tak uważam ją za postać wybitnie postępową. Jeżeli uważacie, że powieści Jane Austen są zbyt nudne, choć klimaty angielskiej klasyki przypadły Wam do gustu jestem pewna, że ta pozycja będzie w sam raz. Choć nie mamy się co liczyć na akcję niczym w Jamesie Bondzie, to i tak trudno się od tej książki oderwać. Cieszę się, że ją trafiłam, malownicze opisy do tej pory kołaczą mi w głowie ;) Z racji tego, że czuję niedosyt sięgnęłam od razu po Wichrowe Wzgórza (przypomniałam sobie o tej książce oglądając trailera w kinie ;)), których autorką jest siostra pani Bronte, Emily.